Nie mogąc ocenić rozczarowania
Wyłaniających się przebiśniegów
Zerwałam pełną garść i pobiegłam
Mknęłam, by dać im ostatni oddech,
Napoić wiatrem ,przewiać ich gorycz.
Lecz odchodziły, jeden za drugim
Zwieszając niżej kostki białej głowy.
Płakałam odchodząc z przebiśniegami
Sosny i buki szumiały zawzięcie
Wreszcie świat pachniał przejrzystą świeżością
Lecz dla nich zbyt późno na jego pojęcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz